RSS
poniedziałek, 25 lutego 2013

- Ale zazdroszczę pani nazwiska!

- ?

- No bo jak panią przezywają, tzn. tak trochę przekręcą pani nazwisko to wychodzi z tego Iwona. Słyszałam, jak do pani wołała pani od historii [panoramiczny uśmiech]. A do mnie to mówią Gęś [podkówka].

- Gdzie? Kto? Kiedy? Jak?!

- Normalnie [machnięcie ręką w kierunku klasy]. Jak są poza zasięgiem pani uszu.

Tagi: w klasie
14:58, iwona_k123
Link Komentarze (23) »
piątek, 22 lutego 2013

Uczeń X - ten, który sprawia, że jestem czujna jak saper - wypełnił obowiązek szkolny na dzień dzisiejszy, tzn. wielokrotnie w ciągu lekcji wtrącił się, przerwał, wyśmiał. W czasie  przerwy popchnął, kopnął, potrącił.

Lekcje skończone, więc radośnie wpycha do plecaka zeszyty, by udać się do domu. Czynność tę umila sobie rycząc mantrę/piosenkę wyrażającą jego głębokie uczucie do szkoły. Prosty przekaz słów "nienawidzę szkoły" jest podkreślony natężeniem głosu autora, tworząc bardziej irytującą niż zgrzyt paznokcia po tablicy całość.

Gdzieś z klasy pada pytanie "Czy mogłaby pani coś z nim zrobić". Najwyraźniej młode uszy też mają dość.  

Bardzo grzecznie proszę Iksa, by zawiesił na czas pobytu w szkole swą działalność artystyczną. Oczywiście pada rytulne pytanie "Dlaczego?". Równie spokojnie odpowiadam, że spore grono osób w naszej klasie, ze mną włącznie ma alergię na decybele. Młodzieniec milknie. Zawsze milknie, gdy używam słowa, którego nie rozumie. Wiem, zagranie dość wredne z mojej strony, ale za to skuteczne.

Niby skuteczne, ale od tej chwili jakoś mocniej odczuwam całotygodniowe zmęczenie.

Ostatnia piątkowa pozycja na planie lekcji to kółko matematyczne. Maluchy już skończyły lekcje, w klasie mam kilkunastu miłośników tego podobno znienawidzonego przedmiotu.

Dzieciaki świetnie poradziły sobie z dość dużą porcją zadań. Dwie minuty do dzwonka. Nie zdążymy już rowiązać kolejnego. Dziękuję wszystkim i proszę, by zaczęli pakować się. Słyszę jednak głos oburzenia - "Proszę pani, przecież zdążymy rozwiązać jeszcze jedno zadanie. Ono nie jast takie znowu skomplikowane".

Pytam, kto chce rozwiązywać kolejne zadanie. Kilkanaście rąk w górze. Dziewięcio - i dziesięciolatki. Kończą szóstą lekcję. Piątkowe popołudnie. Chcą jeszcze.

Odbieram to jako rekompensatę od losu za Iksa. ;)

19:19, iwona_k123
Link Komentarze (12) »
środa, 06 lutego 2013

Mam w klasie ucznia, który mógłby stać się postacią pierwszoplanową koszmarnego snu niejednego nauczyciela. Wulgaryzmy, bicie, popychanie, wyśmiewanie innych, dzielenie się z otoczeniem żenującymi uwagami.

Otóż uczeń ów wyjechał wczoraj wieczorem do rodziny. Ważne sprawy rodzinne. Wróci za kilka dni.

Co odczuwam? Wszechogarniającą ulgę. W czasie przerwy mogłam rozmawiać ze swoimi uczniami o ... środku ciężkości Maryni. Tak zwyczajnie. Jak ja to lubię! Jakie  te dzieci są mądre, jakie spostrzegawcze, wrażliwe. Mają wspaniałe poczucie humoru. 

Zwykle nie zauważam tego, bo pilnuję, by nikomu nie stała się krzywda za sprawą dzisiejszego nieobecnego.

Odczuwam jeszcze coś w rodzaju wyrzutów sumienia - wszak dzieciak ów jest moim uczniem. A ja cieszę się, że go nie ma. Dodam, że są to bardzo niewielkie wyrzuty sumienia - wszak nikt nie zachorował, nikomu krzywda się nie dzieje, być może wzmocnienie więzów rodzinnych dobrze wpłynie na małego.

W pokoju nauczycielskim podzieliłam się swym szczęściem z koleżanką anglistką, która drugie pół etatu odpracowuje w zespole szkół wszelakiego rodzaju. Kobieta zamyśliła się i stwierdziła, że ona  poczuła ulgę, gdy dyrekcji udało się - nie bójmy się tego słowa - wyrzucić dwóch uczniów noszących do szkoły noże. Nie od parady zresztą owe noże były.

W tym miejscu ja zamyśliłam się. Nad przyszłością mojego nieobecnego.

 

 

21:15, iwona_k123
Link Komentarze (13) »
stat4u