RSS
poniedziałek, 25 marca 2013

Do  końca lat osiemdziesiątych dzieci uczyły się religii w salkach katechetycznych przy kościołach. W czasie nasilonej aktywności organizowanej dzieciom przez Kościół - typu przygotowania do I Komunii czy rekolekcje - nauczyciel, który chciał ułatwić życie swoim uczniom, nie zadawał im zadań domowych. Piękne w swej prostocie.

Po wprowadzeniu religii do szkoły pojawił się pomysł na przedpołudniowe rekolekcje. Dzieci przez tych kilka dni nie miały lekcji w szkole, tylko tuptały sobie do kościoła. Nauczyciele w tym czasie byli szkoleni albo przeprowadzali inwentaryzację. W szkole, nie w kościele.

Raz znalazłam się w pobliżu kościoła w chwili, gdy młodzież opuszczała budynek po odbytych naukach. Więcej tego błędu nie popełniłam.

Od kilku lat dzień pobierania nauk rekolekcyjnych wygląda trochę inaczej. Idziemy do szkoły, uczymy się przez kilka godzin. Następnie dziatwa pod opieką nauczycieli udaje się do kościoła.

Nikt mnie nigdy nie pytał, czy chcę uczestniczyć w naukach rekolekcyjnych.

Zdarzało mi się natomiast usłyszeć dyrektora wyrażającego swoje niezadowolenie z powodu niewłaściwego zachowania w kościele moich uczniów. Odpowiadałam wówczas wyrażeniem swojego niezadowolenia z powodu przyjętej formy opieki nad dziećmi. (Średnio podoba mi się bieganie pomiędzy ławkami kościelnymi i uciszanie owieczek. Oczywiście - biegam i uciszam.)

Obawiam się, że nadejdzie dzień, w którym dzieci zaczną zwracać się do mnie "siostro Katarzyno".

Czekam na powrót tego, co proste i piękne.

 

 

15:35, iwona_k123
Link Komentarze (16) »
wtorek, 12 marca 2013

... ona mi powiedziała, że jestem dzikiem w kształcie banana.

... on trzyma łokieć w moim oku.

... ja nie wiem, czy ja wiem, czy mam iść na zajęcia dodatkowe.

... (z wyraźnym oburzeniem) mama znowu nie włożyła mi do plecaka piórnika.

... on powiedzial, że jestem skarżypyta.

... pani na basenie nie pozwoliła mi mówić pod wodą.

... chłopak mojej mamy powiedział, że powinna pani więcej zadawać nam do domu.

14:38, iwona_k123
Link Komentarze (16) »
czwartek, 07 marca 2013

Idę sobie z klasą przez miasto. Pewna Pchła obejmuje mnie łapkami, przytula się i mówi:

- Ale ma pani miękką....yyy.... ale ma pani miękki ....

Zaczynam odczuwać lekki niepokój.

- No nie wiem co powiedzieć - kontynuuje Pchła - ale ma pani miękką kurtkę, czy raczej miękki płaszczyk ...

 

Co za ulga ... :)

wtorek, 05 marca 2013

Kocham mamę za to, że kupuje mi zabawki. Pokochaj mnie za to, że jestem bezinteresowny.

 

Powiedziałam Oli, że jest głupia, ale ją lubię.

 

Kolega powstrzymuje mnie na duchu.

 

Kto pod kim dołki kopie, sam w nie siada.

Tagi: z zeszytu
23:10, iwona_k123
Link Komentarze (11) »
niedziela, 03 marca 2013

(...)

Co nas obca przemoc wzięła

szczałom odbierzemy.

23:59, iwona_k123
Link Komentarze (10) »
piątek, 01 marca 2013

.... listy.

Mówimy o drodze listu od nadawcy do adresata. Wszyscy wiedzą, że napisany list wrzucamy do skrzynki pocztowej.

Co dalej? W jaki sposób listy opuszczają ową skrzynkę?

Cisza.

Kasia podejrzewała, że na tym etapie do akcji wkraczają gołębie pocztowe. I znowu cisza - bo mnie zamurowało, a dzieciaki nie były pewne, co sądzić o tym pomyśle. W tej sytuacji mogłam powiedzieć tylko, że nie - nie gołębie.

Karol zaryzykował teorię, według której adresat przyjeżdża, by wyjąć list ze skrzynki. Teoria jednak nie wytrzymała konfrontacji z wizją cioci ze Słupska pokonującej kilkaset kilometrów w celu podjęcia listu z naszej osiedlowej skrzynki pocztowej.

Do trzech razy sztuka, bo Marysia przypomniała sobie, że widziała kiedyś pana zabierającego wór listów do samochodu.

 

Oczywiście, zadzwoniłam do lokalnej sortowni listów z prośbą, by przygarnięto nas na chwilę.

O autorze
stat4u