RSS
środa, 31 lipca 2013

minęło od czasu, gdy po raz pierwszy przyszli do szkoły. Wielu z nich wyraźnie bało się. Zaczerwienione oczy, palce mocno zaciśnięte na dłoni mamy.

Później były pierwsze próby pisania liter w linijkach. Bardzo pomagał w tym wysunięty, lekko przygryziony język. Najwięcej problemów sprawiało zawiązywanie butów i odczytywanie godzin na zegarze.

Maciek (ADHD) często spadał z krzesła. Po pierwszym lądowaniu z efektami specjalnymi (zrzucenie piórnika z ławki, plecaka z wieszaka i wszystkiego, co było w zasięgu) spytałam krótko - żyjesz?. Odpowiedział z szerokim uśmiechem - no jasne. Od tej pory po każdym rumorze oznaczającym kolejne lądowanie Maćka słyszeliśmy gromkie, dobiegające spod ławki - żyję.

Na jednej z pierwszych lekcji wf-u dość mocno oberwałam piłką w głowę. Zapadła nietypowa dla tej klasy cisza. Dwa tuziny par oczu z niepokojem czekały na moją reakcję. Pochwaliłam dobry rzut. Od tamtego zdarzenia sytuacje, w których któreś z nich zostało potrącone, uderzone, popchnięte kwitowane były krótkim - niezły rzut.

W ciągu trzech lat zgromadziliśmy pokaźną kolekcję cytatów, nie do końca czytelnych dla otoczenia. Zdarzało mi się złowić zdziwione lub wręcz oburzone spojrzenie współpasażera w tramwaju.

 

Gdzieś tak w maju tego roku - już jako poważni szóstoklasiści - moje byłe maluchy straciły trochę wigoru. Ponoć niektórym pociły się oczy, gdy rozmawiali o szkołach, które wybiorą. Dziewczyny mijane na schodach, czy korytarzu jakby częściej podbiegały i przytulały się.

W dniu rozdania świadectw wielu popłakiwało po kątach. Jak sześć lat temu.

Kurcze, będzie mi ich brakowało.

22:06, iwona_k123
Link Komentarze (9) »
stat4u